poniedziałek, 26 września 2011

5. Lucyfer i Gabriela, czyli mam ochotę na to słowo

Witajcie!
W tym tygodniu nieco odpoczniemy od Edzia, co był człowiekiem, zajmiemy się za to opkiem o nieco innej tematyce.

Uwaga, uwaga, przed Państwem ,,Lucyfer i Gabriela, czyli mam ochotę na to słowo”. Bardzo słodko, bardzo poetycko, bardzo wielokropkowo.

Opko tutaj

Analizowała Mariposa

Fioletowe oczy popatrzyły na blond-włosego chłopaka który czytał za biurkiem jakieś papiery.
*Oczyma duszy widzi zwisające z sufitu fioletowe oczy*
Zły Wyobraźń! Niegrzeczny Wyobraźń!

Prawdopodobnie to upomnienia od Boga, nie wiadomo czego on jeszcze może od Władcy Piekieł chcieć.
Bezczelny.

- Panie, czyżby znowu Bóg był niezadowolony z tego co robisz? szepnął Fioletooki Asmodeusz.
- Owszem, ehh... westchnął czytając dalej papiery - Asmodeuszu?
- Tak Panie? szepnął podchodząc bliżej niego, lekko się kłaniając mu.
Po czym zaczął go całować po butach.

- Gdzie jest twoja kochanka Sara? spytał Władca Piekieł.
- Uwięziłem ją na wieży Taroo. odpowiedział chłopak lekko zdziwiony jego pytaniem.
Plątała się pod nogami…

- Powiedz mi, czy miłość istnieje? spytał Lucyfer odgarniając włosy z czoła.
Asmodeusz zawahał się nad odpowiedzią, jego Pan nie dość że nie lubił czekać, to także nie tolerował banalnych
odpowiedzi, to pytanie było jak dla niego dość skompliowane jak tok myślenia jego Pana.
- zależy Panie jak się do tego podejdzie. odpowiedział nerwowo fioletowo-oki chłopiec, próbując ukryć zdenerwowanie w głosie.
- podejdzie? nie rozumiem. mruknął Blondyn wpatrując się badawczo na swojego towarzysza.
Asmodeusz myślał że zaraz się zapadnie pod ziemię, jego Pan był taki wymagający i ,,skomplikowany''on zaś logiczny i wolno myślący.
Asmodeusz jest logiczny. W przeciwieństwie do opka.

- Chodzi o to Mój Panie czy chcesz się zabawić kosztem drugiej osoby czy chcesz się z nią związać na całe życie...


2.


Pogoda - jak to bywało w niebiosach - dopisywała każdemu.
Nad jednymi padało, innych słońce raziło w oczy. Nad jeszcze innymi wisiały chmury gradowe. Tak, by wszystkim pasowało.
Blask słońca oświetlał w oddali Anioły, które słuchały Boga albo rozmawiały ze sobą.
Lucyferowi nie było to dane, zwłaszcza gdy był wielkim wrogiem Chrystusa, Najświętrzej Maryji Panny i Wszechmogącego Boga.
Borze! Moje oczy!

Spuścił głowę by ukryć swoją złość, najgorsze było to iż musiał przedrzeć się przez tłumy Aniołów, którzy raczej nie przepadali za nim.
I dobrze.
On jest mroczny, skomplikowany i w ogóle emo.


3.


Szedł tak i szedł, nie miał celu -dlaczego?
Może dlatego, że jest bohaterem opka?

Pustka, wkońcu odczuł w sercu ukłucie, westchnął.
- Tak, to prawda, nie mam nikogo... szepnął do siebię…
Chusteczkę?

- Lucyferze... odezwał się głos z oddali.
- Wszechmogący... mruknął nie pocieszony, nie widział potrzeby rozmowy ze Stworzycielem tego błahego świata.
Bóg zdecydowanie nie zasługiwał na uwagę Lucyfera.


4.


- Lucyferze... znowu odezwał się głos z oddali.

- Słucham Wszechmogący. odparł z nutką nie cierpliwości w głosie.
- Myślisz o miłości prawda? zwrócił się Bóg do blondyna.
Lucyfer westchnął.
-Tak naprawdę, Panie, to myślałem o coraz częstszych buntach w Piekle. Nie daję sobie z nimi rady. Chyba nie jestem dobrym władcą… -przygryzł wargę.- Poza tym, pozostaje jeszcze kwestia pustego skarbca. Więc, jak widzisz, Panie, nie mam czasu na miłość.

- Chyba sobie ze mnie żartujesz. prychnął, nie wiedział co to miłość, dla niego wszystko co kojarzyło się z emocjami było chwilą czyli: zabicie kogoś -> adrenalina -> napięcie -> powrót do stanu pierwotnego.
Lucyfer zabijając kogoś, osiąga chwilową ekstazę, po czym cofa się w rozwoju? Ej! To ma sens!


- mnie nie oszukasz Upadły Aniele.. znów się odezwał jego głos a za nim w tle zabrzmiały pioruny, rozległ się głośny grzmot błyskawicy.
Boję się.

Będzie padać, będzie burza.
- czego chcesz? spytał znudzony Lucyfer, odgarniając włosy z czoła, szczerze mówiąc to co mówił mu Wszechmogący było w połowie prawdą, tylko Bóg potrafił go rozszyfrować.
- Naucz się kochać... tyle zdołał powiedzieć, niosąc za sobą garść piorunów i błyskawić, co widocznie spodobało się blondynowi który nie miał nic przeciwko tej pogodzie.
-Przestań ignorować Michała- nalegała Jasność. –On tak się stara, przychodzi do ciebie, podrywa cię na wszystkie sposoby… a ty nic! To irytujące, archaniele!


5.


Zaczęło się nieco ściemniać, Anioły szybkim krokiem kierowały się do swoich domostw, gdzie czekała na nich rodzina, bracia siostry, ojcowie i dziadkowie.
A rodzeństwo, ojcowie i dziadkowie to już nie rodzina?

Lucyfer nie musiał wracać do rodziny, nie miał jej, duchy i zmory które mieszkały gdzieś w podziemiach - nie lubił ich.
Sam był chodzącym pieklarzem, wkońcu on stał na czele armii zła, jednak wolał znajdować się na górze niż na dole.
Niemamskojarzeńniemamskojarzeńniemamskojarzeń.

No tak Asmodeusz pewnie się niepokoi o mnie - pomyślał blond-włosy chłopak kierując się w strone swojej Rezydencji.
Niespodziewanie spojrzał za siebię.
Piękna, młoda i delikatna dziewczynka w wieku około 21 lat, stąpała powolnym krokiem po drodze, prowadzącej do jej domu.
Około 21 lat i 4 miesięcy. Tak na oko.

Lucyfer zrobił dziwną minę jakby miał powiedzieć ,,Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem''.
Ja też nigdy nie widziałam dwudziestojednoletniej dziewczynki.

Błękitno-oka spojrzała na niego, dłonią odgarniając z twarzy, kosmyki bujnych, złotych włosów.
Lucyfer czuł się jakoś nieswojo....
Myślał, że on jeden we Wszechświecie jest blondynem.

6.


Patrzyli tak na siebię przez kilka sekund, które w szybkim tempie zmieniały się w minuty.

Ta cisza coraz bardziej drażniła Lucyfera, wkońcu postanowił zrobić pierwszy ruch.
Oni w szachy grają, czy jak?

- Panienko, a ty nie w domu? spytał grzecznie, zazwyczaj ta grzeczność kończyła się agresją i chęcią mordu jednak Lucyferem kierowało teraz coś innego.
Musiał wygrać tę partię.

To były zupełnie inne emocje.
Emocje i szachy?

- Szłam ale gdy Ciebię ujrzałam.... nie dokończyła gdyż blondyn gwałtownie zbliżył się do niej, spoglądając w jej błękit jej oczu tak jakby było w nich coś niezwykłego.
Szłam, ale gdy ciebie ujrzałam, to iść przestałam .

- Tak? kontynuuj... szepnął czując jak kropelki deszczu spływają po jego bladej twarzy, dziewczyna zarumieniła się nieco.
Lucyfer poczuł jak ma ogromną chęć na to słowo.
Ta chęć była tak przemożna, że aż otworzył usta, by je wypowiedzieć. Opanował się jednak, gdyż pomyślał, że wypowiadanie ulubionego słowa może wydać się niegrzeczne.
Miłość. Nie wiedział czym to jest ale wiedział że tego chce.
- Wydawałeś się być.. smutny... Dokończyła dziewcznyna lekko zarumieniona.
Też bym była smutna, jakbym nie mogła powiedzieć czegoś, co bardzo chcę powiedzieć.

- Wiesz kim jestem? spytał, delikatnie odgarniając jej włosy z twarzy.
- Lucyfer? szepnęła drżącym głosem z zimna i jednocześnie strachu.
W tym momencie mam dość mocne skojarzenia z Sagą o Ludziach Lodu.

- Zgadza się. przytaknął głową, obserwując jej reakcje.
- Panie? szepnęła ochryple, widocznie spodobało się to Panu piekieł, poniewarz uśmiechnął się do niej.
Moje oczy! Palą! Szczypią! Bolą!

- Słucham. odpowiedział uprzejmie, czując jak coraz bardziej gromadzi się w nim pożądanie.
Tak strasznie chciał powiedzieć to jedno, jedyne słowo…

- Boję się. odpowiedziała, przymrużając oczy, delikatnie dłonią wytarła z twarzy kropelki deszczu, który nieustannie padał, jakby tylko czekal na ,,tajemniczy'' moment, zmuszający go do zaprzestania.
Ale ja nie rozumiem… Zaprzestania CZEGO, na Czeluść?!

- Nie masz czego. szepnął, ramieniem objął ją, po chwili wtulając w siebię. Czuł jak drży nie tylko z zimna ale i ze strachu.
Albo i z czego innego…

Była jak zwierzątko pozostawione na pastwe losu, na zimnie.
Poczuł silną potrzebę zaopiekowania się nią.
Mógł sobie psa kupić.

Ujął jej podbródek, patrząc prosto w oczy.
- Lucyferze... szepnęła drżąc z zimna, jego oczy.. były teraz takie tajemnicze...
- Cichutko... nic nie mów... Szepnął, jego ręce nagle stały się bardzo ciepłe. Objął ją w talii..

7.


To była chwila...

Krople deszczu były teraz jak koraliki...
Nagły spadek temperatury?

Patrzyli się w swoje oczy...
Choć równie dobrze mogli się patrzeć w cudze.

Pan Piekieł i Anielica...
On brutalny zwierz ona krucha dziewica...

To zdanie będzie mi się po nocach śniło.

Ich serca w jednym rytmie biły...
A jużci!

Wkońcu Pan piekieł pocałował słodkie usta Anielicy...
Złączyli się w namiętnym tańcu języków...
To takie wzruszające…

Te pożądanie, ta pasja....
No, po prostu ekstaza.

Ta samotność przebita na wylot mieczem pragnienia...
Ładne określenie utraty dziewictwa.
Emocje wzięły górę..
Nic nie mogło im przeszkodzić...
Nawet Bóg....
Lubisz wielokropki? Proszę, mam ich więcej, częstuj się, ałtorko:
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

8.

Ciemny pokój, jedynie promyki błyskawic oświetlały pomieszczenie.

W powietrzu unosił się zapach vanilii i cynamonu...

‘’Vanilia’’. Borze, widzisz i nie szumisz!

Dłonie Lucyfera delikatnie gładziły piersi, biodra i uda Anielicy...
Inne części ciała zdecydowanie omijały.

Pocałunki namiętne, złączone niktami śliny...
Fu! Lucek, nie śliń się!

Pocałunkami zaczynał schodzić niżej na szyję...
On chodzi na pocałunkach, a nie, jak wszystkie anioły, na nogach?

- Ahh... Lucyferze.. jęknęła rozpalona Anielica, czując na sobie jego oddech, parzący jej szyję.
- Jesteś taka piękna... wyszeptał Blondyn, nigdy w życiu nie czuł się tak jak tu i teraz.
- Mmmm... mruknęła cicho, była Anielicą jednak oddała jemu swoją duszę.
Bóg potępiłby ją za to napewno, jednak ona nie przejmowała się tym.
A kto by się przejmował takimi pierdołami…

Bo miłość przychodzi tak nagle, niespodziewanie... powodując w sercu.., niespokojne drganie...
Ałotorko, napisz poradnik ,,Jak zostać Wybitnym Poetą w 50 prostych krokach”. To będzie bestseller.


***************************************


9.

- Lucyferze... szepnęła wtulając się w jego plecy
Wtuliła się w plecy kogoś kto ma skrzydła? Bu, ja tak nie umiem.

- Tak Gabrielo? szepnął odwracając się do niej, Anielica odrazu wtulila się w jego silne ramiona.
- Jestem brzemienna.. szepnęła wtulając się jeszcze mocniej w niego.
- To cud.. szepnął Pan piekieł czule całując dziewczynę w czoło.
Zaraz tam cud, po prostu gumka pękła.

- Cieszysz się? spytała Gabriela, podnosząc na niego wzrok.
- Kochanie to chyba oczywiste. zaśmiał się blondyn, głaszcząc ją czule po brzuchu i całując namiętnie w usta.
- Kocham Cię Lucyferze.. szepnęła Anielica.
- Ja Ciebię też, Gabrielo.. szepnął czule całując ją w usta. - Jesteś cudowna... po chwili dziewczyna zasnęła w jego ramionach.
Ta słodycz… Niedobrze mi.

- Lucyferze.... znów ten głos.. Czego może chcieć wszechmogący?! - pomyślał lekko podirytowany Pan piekła.
- Hmm? mruknął patrząc w okno, na rękach zaś trzymając swoją ukochaną.
- Nauczyłeś się kochać, nie zniszczę Cię ani nie skaże twoją ukochaną na wieczne potępienie, Gabriela niedługo
urodzi ci syna któremu nada imię Sadako, będzie on silnym Aniołem który zrówna wraz ze mną Piekło z Niebem.

Jak dojdę do siebie, to będę wdzięczna ałtorce za taką rozrywkę intelektualną. A teraz wybaczcie, ale…
*odchodzi na stronę i wybucha śmiechem szaleńca*

Głos Boga mogłaby słyszeć cała okolicy, niestety Bóg przemawiał tylko do jego umysłu i kierował swoje słowa tylko i wyłącznie do niego.
- Dobrze Wszechmogący. westchnął patrząc się w okno, firanki rozsunęły się, pozwalając światłu oświetlić pokój Lucyfera.
Pan piekieł spojrzał na Gabriele uśmiechając się.
- Teraz już wiem co to jest miłość Asmodeuszu...
Zaraz… co tam nagle robi Asmodeusz? Lucek lubi publiczność, czy jak?



I tym radosnym akcentem zakończylibyśmy analizę, gdyby nie komcie, które urodą niemal dorównują opciątku.
Decylionx (2009-05-18 17:11:46):
Laska ty jeseś prawdziwą Poetką!! Ja tak nie umiem!!
KissDeD (2009-05-18 17:16:45):
Jeszcze nie czytałam czegoś tak pięknego ^^ naprawde udało ci się! ekstra opowiadanie!
jupik24 (2009-05-18 17:29:02):
Dziewczyno wykorzystaj swój talent żebyś była kimś w życiu!
Decylionx (2009-05-18 17:35:44):
Właśnie! powinnaś chodzić na warsztaty pisarskie, wtedy miałabyś bardzo duże szanse na to aby być kimś w życiu
KissDeD (2009-05-18 18:03:15):
Znajoma mojej mamy ma córkę i ta córka uczy się pisać wiersez pomimo że ma 10 lat :))
kamel997 (2009-05-18 18:11:16):
przepraszam ale chyba nie zostane Twoim fanem, nigdy nie przepadałem za liryka, i czemu masz wiecej komentarzy niz wyswietlen ?
Dobre pytanie.
Decylionx (2009-05-18 18:14:09):
Za liryką? hmm.. ja tam lubie lirykę a ty kolo weś jak masz takie głupie komenty to idź z tąd bo my tu dyskusje prowadzimy x))
NeXt (2009-05-18 19:25:41):
Propos: sama je wymyśliłaś?
Jak tak to jestem pod wrażeniem ^_^
Decylionx (2009-05-18 19:33:11):
no przecież to ona wymyślała :PP i bardzo ciekawie wymyśliła ^^
NeXt (2009-05-18 19:36:13):
Bardzo wciągająca to jest opowieść ^^
jupik24 (2009-05-18 19:43:57):
ja bym chyba czegoś takiego nie napisało T-T
Też bym nie napisała. Za wysoki level dla mnie.
Decylionx (2009-05-18 20:19:33):
,, Luciu?'' ,,Tak?'' ,,Jestem poetą! ! xD'' aha xD <--- oto rozmowa scarletk24 z tobą NeXt xD
Przy okazji- zauważyliście, że to ciągle te same osoby?
Spineczka=) (2009-05-18 20:40:02):
Ty to masz wyobraźnie! =)))
jupik24 (2009-05-18 20:45:56):
Wiadomo ^^ to jest Artystka :D
Jeśli to jest artystka, to ja jestem astrofizykiem.
Spineczka=) (2009-05-18 20:47:45):
Bardzo pięknie piszesz!!! chciałabym tak pisać ^^
Spineczka=) (2009-05-18 20:53:02):
Oby była w życiu Poetką! :D Będę trzymała za nią kciuki! :))
Decylionx (2009-05-18 21:37:34):
Tylko prawdziwi Poeci umieją przelewać uczucia na papier =))
Silva (2009-05-19 12:50:09):
No no, chyba się SoLL czytało... ;P
Dobrze napisane :)
To jest już dla Sagi obraza.
Spineczka=) (2009-05-19 14:44:23):
Bo to jest piękne opowiadanie pełne miłośći jednocześnie.. nie umiem tego nazwać ^^"
Decylionx (2009-05-19 17:41:29):
Ona to chyba dużo czyta i czerpie z tego swoje pomysły x))
Spineczka=) (2009-05-19 17:54:15):
Za to umiem grać na gitarze :DD
Spineczka=) (2009-05-19 19:05:46):
Ano nie wiele ^^ Ale podoba mi sięto że ma odwage wyrazić swoje emocje w formie opowiadania
KissDeD (2009-05-19 19:27:59):
Tak ^^ ja tam narazie może zajme się poprawą ocen :PP bo w 2 Gim. moge nie zdać xD
KissDeD (2009-05-19 22:10:21):
Kurcze czytam już z piąty raz to opowiadanie i dalej mnie ono ciekawi :PPP
Uwaga! Teraz będzie normalny komć!
OkirM. (2009-05-22 11:49:38):
Czytając komentarze stwierdzam, że wcelowałaś w zapotrzebowanie mas..

Tylko że to jest tak naprawdę przykrótkie opowiadanie (zbudowane z samych dialogów praktycznie), w dodatku punktem kulminacyjnym jest seks.. i mieszanie w to miłości po tym ich jednym wyskoku pożądania jest kompletnie nie na miejscu.


No i jeszcze świadomie/nieświadomie zaprezentowałaś model mężczyzny który dominuje poprzez wywoływanie strachu..
Niestety- autor komcia zaraz zostanie udupiony przez ałtorkę i jej KWA.
scarletk24 (2009-05-22 16:37:41):
tyle że ja nie chciałam aby mężczyzna zgwałcił Anielicę tylko chciałam aby ją pokochał.. bo wiesz szatan nie ma uczuć a w tym opowiadaniu ma :]
OkirM. (2009-05-22 16:55:47):
W tym opowiadaniu po prostu zaspokoił swoje pożądanie. Jest za krótkie i za proste żeby wywnioskować coś innego.
Ale jak popracujesz nad rozwinięciem to do szafki z romansami w stylu "sagi o ludziach lodu" będzie pasować.
scarletk24 (2009-05-22 17:14:42):
Dzięki =='' ciekawe jak ty byś to napisał/a
jupik24 (2009-05-22 22:46:54):
Ciekawe czy by wogóle podją się tego zadania żeby napisać
*podwija rękawy* Dobra!
Miss Obscene (2009-05-23 21:23:33):
Skarletk24 - wiesz, na czym polega opcja "POMÓGŁ"? Wiesz w ogóle, co to oznacza? Bo patrząc na to, co tu odpierdalasz, mam pewne wątpliwości. Gdybyś mogła, nacisnęłabyś ten przycisk również obok własnych komentarzy. Masakra, nie na tym to wszystko tutaj polega. To nie fotka.pl, żaden pieprzony wyścig szczurów o jak największą liczbę punktów/średnią. Nie zdobędziesz przez to szacunku, to żenujące. Nie rób z tego portalu śmietniska.
scarletk24 (2009-05-24 09:42:00):
..... a ty też nie jesteś lepsza, gadasz jakbyś była w sejmie, osądzając wszystkich o to jacy są, nie masz chyba żadnych pozytywnych komentarzy.
Bo komcie są najważniejsze.
Miss Obscene (2009-05-24 11:47:15):
Owszem, mam, ale przecież nie będę pozytywnie komentowała czegoś, co mi się nie podoba? Wolę krytykować, ale szczerze, niż wciskać ludziom w tyłki wazelinę, mimo, że wcale na to nie zasługują. W tym momencie nie skrytykowałam Twojej twórczości (mogłabym, ale nie chce mi się już na ten temat rozpisywać). W sumie napisałam ten komentarz pod jednym z wielu w ten sposób załatwionych przez Ciebie i Twoich znajomych historii. Zrozum, że idea tego portalu nie polega na tym, żeby zdobyć jak największą liczbę punktów. Uważasz, że komentarz "Naprawdę ^^", albo "No właśnie widzę :D" i inne podobne fragmenty tej jednej wielkiej rozmowy prowadzonej w komentarzach, to pomoc? Nie wiem, może chodziło Ci o to, żeby zdobyć jak największą popularność tekstu, który zgłosiłaś do konkursu? Tyle, że tego typu zachowanie wcale Ci w tym nie pomaga. Wypowiedzi zawierające konstruktywną krytykę na temat tego, co stworzyłaś, można policzyć na palcach jednej dłoni, tym czasem wyświetla mi się tu 9 stron komentarzy.
Sue Eden Mikk (2009-06-18 19:31:02):
Bardzo łądnie to napisałaś, wzruszyłam się czytając te opowiadanie.. Powinnaś naprawde zostać pisarką ^^
A potem nam wyrastają nam takie Kossakowskie czy inne Meyerowe.
Sue Eden Mikk (2009-07-12 22:28:11):
scarletk24 owszem sama to napisała ^^" Wybacz że ja to napisałam ale scareltk24 została zbanowana i ja odpisuje czasem za nią jak są jakieś pytania kierowane do niej
W jednym się zgodzę- ona naprawdę powinna chodzić na jakieś warsztaty pisarskie.

środa, 21 września 2011

4. O Edziu, co człowiekiem był, i Belli - zombie (2/2)

Witajcie!
Przed Wami kolejna część historii Edzia, który był człowiekiem, gdzie znajdziecie między innymi nowatorsko wykorzystywaną armię, przestraszoną garderobę i tańczące niedźwiedzie.

AŁtorka strzela focha:

Ludzie!!! Jeśli dalej nie będę dostawać komentarzy to po blogu! I jednym i drugim!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Gdy tylko przekroczyliśmy próg mojego pokoju moje serce zaczęło bić szybciej.
Bella rozejrzała się i usiadła na łóżku.
-Zaraz wrócę przyniosę ci ubranie-powiedziałam i już mnie nie było. Przeszedłem kawałek i wszedłem do pokoju chochlika. Nie pokuj to niewłaściwe określenie, to jest różowe królestwo.
Byłoby to odpowiednie określenie tylko dla pokoju zapalonego kowala.

Wszędzie walały się perfumy, szminki, lakiery do paznokci i tym podobne głupoty. Przedarłem się przez stosy nowych nie rozpakowanych ciuchów i dotarłem do wielkich drzwi od garderoby. Otworzyłem je i myślałem, że zemdleje.
W końcu właścicielką garderoby jest Alice, więc biedne pomieszczenie jest nieprzyzwyczajone do widoku ludzi, którzy nie wyglądają jak chochliki. Nic dziwnego, że się przestraszyło.

 Pomieszczenie było trzy razy większe od jej pokoju, a pokuj   był taki jak cztery moje.
No, ale ta garderoba to tam miała dobrze – własny pokój, to nic, że tylko cztery razy większy od niej samej.

Wszystkie ubrania były starannie zawieszona na wieszakach, albo poukładane na pułkach.
Co prawda żołnierze trochę narzekali, że woleliby służyć za podkładki pod ubrania w pokoju Rosalie, ale kto by tam się nimi przejmował.

Nie wiedziałem gdzie czego szukać. Zdałem się na instynkt. Wziąłem pierwszą lepszą bluzkę na ramiączkach i wybiegłem z tamtąd z krzykiem. Wszedłem do siebie i zobaczyłem płaczącą Bellę. Nic nie mówiąc podszedłem do niej i przytuliłem. Wtuliła się w moją koszulę i załkała cicho.
Zacząłem miarowo kołysać dziewczynę. Po paru minutach jej oddech się wyrównał. Uniosła głowę i spojrzała na mnie. Na jej policzkach zaczynał pokazywać się rumieniec.
-Dziękuje- szepnęła. Uśmiechnął się do niej.
 Rumieniec się uśmiechnął? W sensie, że pojawił się w nim otwór w kształcie uśmiechu? Cóż, co zombie, to zombie.
 
[Bella i Edzio niemal się całują, ale dziewczyna w ostatniej chwili ucieka do łazienki. Kiedy wraca, Edward proponuje jej nocleg]
-Nie, nie chcę robić problemu- powiedziała.
-To nie jest problem! Mamy dodatkowy pokuj dla gości- powiedziałem.
Nie przeszkadzają ci odgłosy kucia metalu, prawda?
-No niech ci będzie- dała za wygraną.
-Chodźmy na dół, a i "nie" niejest dla mnie odpowiedzią - widząc jej opór musiałem użyć drastycznych sierodków.
Drastyczne sierotki? Kurczę, pojawiają się coraz dziwniejsze stwory.

- No chodź, bo uznam Cię za cieniasa - drażniłem się z nią.
-No co Ty- ożywiła się. Posłałem jej figlarny uśmieszek. Zeszliśmy po schodach. Od razu podbiegli od nas Emmett i Jasper.
-Ej Bello..- zaczął misiek.
-Słucham- zachęciła go do gadania.
-Bo ja z Jazzem założyliśmy się i musisz powiedzieć kto wygra!
Nie dość, że Bella czyta w myślach, to jeszcze przewiduje przyszłość. Aha.
-Co to za głupi zakład? - spytała wywracając oczami.
Bo wszystko, co nie dotyczy Belci, jest głupie! 
-No ja powiedziałem, że Ty nigdy się nie upijesz, a Jazz powiedział, że na tej imprezie to będziesz tak wstawiona, że nie będziesz pamiętać niczego co dziś się stało - powiedział.
-Dobrze, Emmett - powiedziała - Tym razem to Jasper wygra, ale tylko dlatego że ty mnie denerwujesz - powiedziała, po czym minęła nas i podeszła do małego barku. Wzięła wódkę i wypiła całą butelkę za jednym razem.
-No Emmett, o ile się założyliście?- spytałem się brata.
To w końcu "się", czy brata?
-Upsss, o trzysta dolców- powiedział ze spuszczoną głową.
-W takim razie możesz już zapłacić Jazzowi.
-Ej mam świetny pomysł! Urządzimy zawody! Ja, Jazz, Belka i Edek, kto więcej wypije!- krzyknął Emmett podnosząc ręce do góry. Podeszliśmy do baru i nawet nie pamiętam, kiedy mi się film urwał.....

Rozdział 5

[Edward budzi się rano w samych dżinsach, a obok niego leży Bella, ubrana w jego koszulę i bokserki. Chłopak przynosi wodę i aspirynę, następnie idzie na górę, do pokoju siostry. Drzwi otwiera mu Jasper]

 - Co ty tu robisz? - spytaliśmy w tym samym momencie.
 - Ja tu mieszkam. Ciekawy jestem co ty tu robisz! - wrzasnąłem.
 - Na razie spałem. Alice mnie tu zaciągnęła po piątym piwie - bronił się chłopak.
A czy oni przypadkiem nie pili wódki? 
 - A co ona tam robi! - wrzasnąłem.
 - Ciszej, jeszcze ją obudzisz - posłałem mu spojrzenie pod tytułem "W dupie mam to czy ją obudzę, czy nie!" i wpadłem do pokoju Alice. Moja siostrzyczka chrapała w różowym podkoszulku na różowej poduszce, która wczoraj była zielona, a z jej ust wylewały się hektolitry śliny.
Kto by pomyślał, że takie małe stworzonko jak chochlik ma w organizmie tyle płynów!
 - Czy może być coś piękniejszego od śpiącej Alice? - spytał mnie retorycznie Jasper.
Chyba łatwiej byłoby zapytać, co NIE jest...
 Spojrzałem na niego jakby wyrosła mu druga głowa i wycofałem się z niemym krzykiem z tej babskiej fortecy. W życiu nie widziałem więcej różu! Przecież jej rzeczy z dnia na dzień robiły się bardziej różowe!
 W następnej kolejności poszedłem do pokoju mojego brata. Tym razem nie chciałem by jakaś kolejna "nocna przygoda" mi otworzyła, więc wparowałem bez pukania.
 Hm, jak dla mnie lepiej, żeby "nocna przygoda" otworzyła, niż została przyłapana w dziwnej sytuacji...

Mój brat Emmett właśnie spał w łóżku obok pół nagiej leżącej na brzuchu blondi. Zorientowałem się że to Rosalie. Czy ci Hale'owie nie mogą dać mi spokoju! Najpierw przyłapanie Jaspera w pokoju mojej siostry, teraz przyłapanie Rosalie w pokoju mojego brata, a Bella w salonie na kanapie na dokładkę!
To trzeba było a) nie schlać się do nieprzytomności, b) nie włazić do cudzych pokoi bez pukania. Wtedy problem Belli i Rosalie by nie istniał.
 Włączyłem swoją komórkę i puściłem Linkin Park - New divide na cały regulator i przyłożyłem do ucha miśka. Po sekondzie Em z wielkim rykiem podskoczył i spadł na podłogę, przy okazji budząc blondynkę, która gdy tylko mnie zauważyła skryła się pod kołdrą.
 - AAA!!! To moja ulubiona piosenka! - wrzasnął misiek i zaczął wykonywać swój dziwny układ.
 
Taki?
 Czy wszystkich dziasiaj pogięło?!
 - Emmett, cholera! Twój młodszy brat przyłapał cię z pół nagą siostrą chłopaka który przespał się z naszą siostrą, a ty jakby nigdy nic tańczysz teraz do jakiejś durnej piosenki! - wrzasnąłem.
 - Nie durną, tylko świetną! - oburzył się Emm. - Zaraz, jak to Jazz przespał się z Alice! - wrzasnął. - Jak ja ich dorwę to im nogi z tyłków powyrywam!
Bo jak Emmett przespać się z kimś, dobrze, a jak Alice przespać się z kimś, źle. 
 - Alice Mary Masen Cullen i Jasperze Hale!!! Szykujcie się na mega rozwałkę! @#%$ $%^* &@#!% wy #%@&#& (te słowa były tak wulgarne, że nawet nie będę wam o nich opowiadał)!!!
***
Rozdział długi, ale taki sobie. Mam nadzieję że inne będą lepsze XP.
Bo ja wiem, czy Windows XP jest lepszy?

Rozdział 6 - O tym jak Emmett walnął...

Emmett
 Biegłem jak szalony. Nie patrzyłam przed siebie tylko myślałem jak zabić ich oboje.Moją małą najwyraźniej niedoceniającą siebie siostrzyczkę i tego idiotę z którym się przespała.
To facetom wolno spać, z kim im się podoba, a dziewczynom nie? W takim razie Emmett powinien liczyć się z tym, że Jazz przywita go, rzucając w niego nożem. W końcu on też ma siostrę...

poniedziałek, 12 września 2011

3. O Edziu, co człowiekiem był i Belli - zombie (1/2)

Witajcie!
Dziś przedstawiamy Wam analizę opka zmierzchowego, w którym Edward nie jest co prawda wampirem, ale za to Bella jest zombie. Napotkacie tu także przedstawicielki pewnego plemienia barbarzyńców oraz gatunku magicznych stworków i biuro podróży o dość interesującej specjalizacji.

Analizowała Mrunia


To mój nowy blog, mam nadzieję że wam się sbodoba. Będzie o Edziu, tyle że on będzie człowiekiem, żeby było mu trochę łatwiej.
To ja napiszę opko o Snapie, tylko że będzie pochodził z bogatej rodziny, miał kochających rodziców, trafi do Gryffindoru, zaprzyjaźni się z Huncwotami, ożeni z Lily, zostanie sławnym alchemikiem i będzie żył sto lat.
No co? Przecież nie można męczyć bohaterów!

O Belli, też człowieku. O Alice i Jasperze oraz Rose i Emmecie. Będzie też kilka innych postaci, ale o tym w następnej informacji. :)

Bohaterowie

Isabella Mary Swan
Woli jak mówi się na nią Bella. Według samej siebie wygląda zwyczajnie, brązowe włosy, czekoladowe oczy, ale tak naprawdę nie może odgonić się od natrętnych przedstawicieli płci przeciwnej.
Chciałam napisać, że Bella miała na drugie imię Marie, nie Mary, ale w kontekście powyższego zdania… Wiesz, AŁtorko, Isabella to takie przereklamowane imię. Może zmień je na jakieś ładniejsze? Na przykład Susan? ^^

 Po śmierci rodziców przenosi się do Forks gdzie spotyka ciekawego Edwarda Cullena.
Ciekawego? Ale w jakim sensie?

 Ma młodszą siostrę Reneesme.
A kanon leży i kwiczy.

Edward Anthony Cullen
Mieszka w Forks razem z bratem Emmettem i siostrą Alice. Przystojny i seksowny ( ja tak nie uważam bo wygląda jak menel, bez urazy dla tych co go lubią).
To po kiego piszesz opowiadanie, w którym jest Tró Loffem?

Czuje miętę do pewnej dziewczyny.
Tanya Stewart ( nie znalazłam lepszego nazwiska)
Jakżeś zjadła tożeś zjadła,
To mi się nie chwal!

Była Edzia. Natrętna i wredna, ciągle siedzi mu na karku. Diabeł w blond peruce.
Standardowa plastikowa Barbie – jest. *zakreśla na liście obowiązkowych elementów wypaśnego opka*

Alice Cullen
 Siostra Edwarda. Od razu pokochała Bellę!
Jak widać, Bella musi oganiać się od przedstawicieli nie tylko przeciwnej płci.

(…)
Renesmee Carlie Swan
Nazwana tak po swojej matce, ojcu i parze całkiem obcych ludzi, którzy mają kiedyś tam w przyszłości być teściami jej siostry.

 Młodsza siostra Belli. Gotka, czyli zupełne przeciwieństwo pogodnego i przyjacielskiego obiektu swoich westchnień, czyli Jacoba.

Cóś o bohaterach

Ci, którzy może kiedyś przeczytają to dziadostwo które śmiałam nazwać blogiem!
Nie chciałabym nic sugerować, ale wiesz, skoro to takie głupie i w ogóle, to może tego nie pisz? I wszyscy będą zadowoleni.

Zamierzałam trochę lepiej opisać bohaterów, ale guzik z tego wyszedł, więc zamierzam pokazać wam tytuły piosenek które oddają ich haraktery.
Hm, muszę zasugerować takie rozwiązanie mojej nauczycielce, kiedy następny raz będziemy opisywać bohaterów lektury. Bo pooo cooo cokolwiek pisać, jak wystarczy sam tytuł piosenki.

[Tutaj następuje lista piosenek i bohaterów. Wycinamy, bo nie wnosi to nic do akcji]

To narazie na tyle:) Mam nadzieję że kogoś to zainteresuje!

Rozdział 1 

 Edward
- Cześć misiu - zaszczebiotała ta ździra Tanya.
 Moja "kochana" dziewczyna wczoraj, według Emmetta, obściskiwała się namiętnie z jakimś frajerem z czwartej.
 - Witaj Tanyo - odparłem beznamiętnie. - Musimy pogadać.
 - Coś się stało? - spytała udając niewiniątko.
 - Zrywam z tobą - powiedziałem prosto z mostu i poszedłem na angielski.
No to sobie pogadali, że hej!

 Starcie Edward - Tanya wygrano 1 - 0.
Nie wiadomo, kto konkretnie wygrał, ale za to wiadomo, ile.

Na szczęście opanowałem się i nie zrobiłem dziury w ścianie, tak jak wczoraj. 
Kurczę, aŁtorka mogłaby się zdecydować, czy on jest w końcu supersilnym wampirem robiącym dziury w ścianach, czy nie.

 Po lekcjach, tak jak zwykle czekałem przy moim aucie. Po dwóch minutach przyszedł Emmett, który (tak jak zwykle) śmierdział po treningu.
Edzio, żeby odreagować stres, wyrwał wszystkie prysznice z męskiej szatni. Potem zostało mu już tylko dziurawienie ścian.

 - Koleś, wiesz że wymyślono coś takiego jak dezodorant nie? - powiedziałem.
 - No. - odpowiedział.
 - To czemu go nie używasz?
- Bo za każdym razem, kiedy próbowałem, okazywało się, że butelka z nim jest jedyną rzeczą, na której możesz wyładować złość.

 Mój brat zrobił się czerwony i wsiadł do mojego auta. Westchnąłem i ruszyłem.
 - Wiesz, jutro będą nowi, trzy laski, jedna w moim wieku, jedna w twoim i jedna rok młodsza od ciebie i jeden koleś, brat tej najstarszej.
 - Emmett, a co mnie to obchodzi? - spytałem.
 - No wiesz, zerwałeś z laską, zanim doszliście do drugiej bazy, więc może... - zaczął tłumaczyć mi Emmett.
 - Zamknij się! - powiedziałem i włączyłęm radio.
 - Ech - westchnęła Alice gdy dotarliśmy do domu.
 - Co się stało? - spytałem.
 Od śmierci rodziców Alice nie jest już taka wesoła. Non stop siedzi w pokoju i nawet na zakupy nie chodzi.
Rodzice Cullenów umarli. Ok, zapamiętajmy.

 - Nic, Edwardzie, naprawdę nic - szepnęła Alice i pobiegła do pokoju.
 - A tą co ugryzło? - spytał mnie Emmett.
 Walnąłem go w jego pustą banię i poszedłem na górę. Czeka cię ciekawy nowy dzień Edwardzie!  - szepnęła moja głowa -Jutro przyjeżdżają nowi.
Wyjaśniło się, czemuż to Edward jest „ciekawy”. W końcu nie każdy słyszy, że mówi do niego jego własna głowa.

Rozdział 2

 - Witajcie dzieci,
Ta, jasne, już widzę, jak nauczyciel mówi tak do licealistów.

 chciałbym przedstawić wam nowego ucznia, Jaspera Hale - powiedział nauczyciel angielskiego i wskazał wysokiego blondyna. - Jasperze, może usiadłbyś obok Edwarda?
 - Blondyn wzruszył ramionami i  usiadł na miejscu obok mnie.
 Po lekcji zacząłem gadać z Jasperem. Właśnie przeniósł się z Phoenix i zaczął tęsknić za słońcem. Reszta lekcji, aż do lunchu minęła spokojnie. Właśnie usiadłem przy moim stoliku z Jasperem i Jacobem, gdy na stołówkę weszła Alice z jakimiś trzema dziewczynami.
 - Co to za laska? - spytał Jazz wskazując na chochlika idącego w naszą stronę.
Hm, ja tam nie widzę żadnego podobieństwa między laską a takim stworkiem:


 - To moja siostra - odpowiedziałem beznamiętnie.
 Jazz wyraźnie się zmieszał i odwrócił się w stronę hamburgera którego właśnie jadł.
Nie dziwię się chłopakowi. Pyta kolegi o dziwnie wyglądającego stwora, a okazuje się, że jest to siostra owego kolegi. Też bym się zmieszała.

Spojrzałem na mojego drugiego towarzysza, ale szybko odwróciłem wzrok widząc jak ślini się na widok rudej Gotki, która wyrażnie trzymała się na uboczu.
Właśnie planowała najazd na Italię.

 Jeszcze raz spojrzałem na dziewczęta i oniemiałem. Pośród nich stała olśniewająca brunetka. Dziewicza piękność o jasnej cerze, różanych ustach i czekoladowych oczach spojrzałą na mnie i zarumieniła się. Z zamyślenia wyrwała mnie Alice.
 - Poznajcie Rosalie Hale - moja siostra wskazała cukierkową Barbie - oraz Renesmee - tym razem pokazała rudą Gotkę do której mrugał teraz Jake - i Bellę Swan - Alice wskazałą piękność o której teraz myślałem.
 - Jestem Edward - odparłem szybko patrząc w oczy Belli.
 No i brawo Cullen - odparłem w myślach. - Zakochałeś się!
To tutaj to Bella czyta w myślach, tak? Bo inaczej jaki sens ma odpowiadanie jej w myślach?

 Rozdział 2 cz. 2
 Bella
Spojrzałam na chłopaka którego przedstawiała Alice. On sam równierz na mnie spojrzał. Jego piękne zielone oczy i miedziane włosy wprawiły moje pęknięte serce w ruch.
Rozległ się głośny warkot, kiedy dawno nie używane serce rozpoczęło pracę. Niestety, w miejscu, w którym było pęknięte, zaczepiło o nieźle już zgniłe płuco, przez co zepsuło się i popękało jeszcze bardziej, a Bella znów była skazana na bycie zombie.

 Szybko spóściłam wzrok rumieniąc się.
 Alice czując że atmosfera między mną a jej bratem zagęściła się (XD) ,
No wiesz, moja droga, hm… „zagęszczenie atmosfery” w pobliżu kogoś, kto od jakiegoś czasu jest martwy, to raczej norma. ^^

 szybko zaczęła o czymś gadać. Wciąż czując na sobie wzrok Edwarda usiadłam na wolnym krześle i zaczęłam jeść jabłko, które wzięłam z tacy mojej siostry, która była zbyt zaapsorbowana rozmową z jakimś wielkim mięśniakiem by to zauważyć.
Właściwie, skoro w oryginale Jake jest wilkołakiem, słowo „zaaPSOrbowana” całkiem tu pasuje.

[Bella jest strasznie nieszczęśliwa, bo jej przyjaciele, zamiast, jak Bór przykazał, skakać nad nią, podrywają jedno Emmetta, drugie Alice, Tanya patrzy na nią z niechęcią, a Edward jest smutny]

Nagle Emmett wybuchł śmiechem. Podskoczyłam na krześle i spojrzałąm na niego pytająco.
 - A więc Bello, podobno masz mocny wokal!? - zaryczał misiek.
 - Mniej więcej - szepnęłam speszona. Nie lubiłam jak ktoś kogo nie znam chwali mój głos.
 - Mniej więcej!? - oburzył się Jazz. - Roznosisz scenę na kawałki! Zaśpiewaj coś razem z Rose! Może to co zwykle?
 - Jazz, jesteśmy w stołówce - powiedziała spokojnie Rose. Ta piosenka nie nadawała się do tej scenerii.
 - Mam to gdzieś! - krzyknął i puścił muzykę. Chyba chciał się mną koniecznie pochwalić. Zawsze tak robił przed naszymi rówieśnikami, gdyż uważał że mam wrodzony talent.
E tam, chciał się pochwalić! Po prostu stwierdził, że skoro głosik Belli jest w stanie rozwalić scenę, to rozwali i szkołę.

 Wszystkie osoby zwróciły się do nas wcześniej pod wpływem krzyków Jazza i teraz patrzyły na mnie i Rosalie z zaciekawieniem.
Nic dziwnego, że patrzyli na Bellę, w końcu zombie jeszcze w szkole nie mieli. Ale jak w takim razie musiała wyglądać Rosalie, że patrzyli też i na nią?

Westchnęłam i posłałam mu błagające spojrzenie, lecz nie zadziałało na niego, a zamiast tego wyłączył muzykę i zsunął dwa najbliższe stoliki i wepchnął nas na nie. Spojrzałam na Rosalie, a ona spojrzała na mnie. Westchnęłyśmy w tym samym czasie, a Jasper puścił muzykę, a my zaczęłyśmy śpiewać.

[Początkowo, kopiując opko do Worda, wszędzie, gdzie aŁtorka wstawiła tekst piosenki, pisałam, że go wycinam. Ponieważ jednak te teksty pojawiają się praktycznie co rozdział, a czasem nawet częściej, ostatecznie odpuściłam sobie. Zatem wszędzie, gdzie wymieniony jest tytuł i wykonawca piosenki, możecie być pewni, że był też wklejony jej tekst]

  Powoli otworzyłam oczy. Wszystkich poza Jazzem i moją siostrą zamurowało. Oni słuchali tego codziennie.
I byli przyzwyczajeni do walących się pod wpływem głosu Belli budynków, z których musieli uciekać. Pozostali uczniowie zostali „zamurowani” pod gruzami szkoły.

 No i brawo Bello! Teraz nie dadzą wam spokoju!
Przynajmniej dopóki nie zapłacisz za szkody.

[Wszyscy uczniowie wiwatują, Bella użala się nad sobą] 

 - Co masz teraz? - spytała mnie Nessie swoim szeptem.
Byłoby co najmniej niepokojące, gdyby spytała cudzym szeptem.

Przed śmiercią rodziców byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale ostatnio oddaliłyśmy się od siebie.
 - Biologię, a ty?
 - Sztukę! - wykrzyknęła. Uwielbiała ten przedmiot, najpewniej przez swoje imię. Mama bawiła się imionami i w końcu złączyła swoje imię razem z imieniem swojej najlepszej przyjaciółki z collegu, cioci Esme. Ostatnio widziałyśmy ją przed tym jak postanowiła razem z wójkiem zaadoptować jakiegoś dzieciaka.
Ciekawe, kogo też zaadoptowała ciocia z „wójkiem” (cokolwiek to słowo oznacza)? Zdradź mi, AŁtorko, bo nie mogę się domyślić. ^^

 Westchnęłam po raz -enty tego dnia i pognałam na zajęcia.

Rozdział 3

Edward
 Poszedłem na biologię i osłupiałem. W mojej ławce jak gdyby nigdy nic siedziała Bella, nie żebym miał coś przeciwko, o nie! Po prostu zaskoczyła mnie i tyle!
 - Cześć - szepnąłem i zająłem miejsce obok.
 - Hej - odszepnęła. Na tym zakończyła się rozmowa z obiektem moich westchnień.
 Po treningu Em'a pojechaliśmy do domu.
Do dom’u, chciałaś chyba napisać.

 Rodzice wyjechali na drugą podruż poślubną i byliśmy sami.
To ich rodzice też są zombie? Skoro Alice „od śmierci rodziców nie jest już taka wesoła”, to chyba jedyne wyjaśnienie.
Chociaż… w Ameryce wszystko jest możliwe, to może być i biuro podróży specjalizujące się w wysyłaniu trupów w podróż poślubną.

Carlisle z Esme są naszymi przyszywanymi rodzicami. Najpierw zaadoptowali Emmetta gdy miał osiem lat, a po jakimś czasie mnie i Alice. Alice i ja jesteśmy biologicznym rodzeństwem, choć nie jesteśmy do siebie w ogóle podobni. Częściej biorą nas za parę, niż za rodzeństwo, co najzwyczajniej w świecie mnie wkurza.
Drogi Edwardzie, zgadzam się, że być uważanym za chłopaka dziewczyny wyglądającej jak Twoja siostra może być denerwujące. Ale spróbuj spojrzeć na to z drugiej strony – zawsze to lepsze, niż gdyby ludzie uważali, że jesteś do niej podobny!

 - Pamiętajcie, dziś o czwartej zaczyna się nasza impreza - krzyknęła Alice z kuchni.
 - Jaka impreza? - wykrzyknąłem zdziwiony. Alice nic takiego nie planowała.
 - Wiesz, zaprosiłam dziś garstkę osób - powiedział niewinnie.
Nie dość, że wygląda jak chochlik, to jeszcze zmienia płeć. Chyba zaczynam współczuć jej braciom.

 O nie!!!
 - Garstkę, czyli?
 - Tylko 65 osób - powiedziała.
 Westchnąłem po czym poszedłem do salonu i spojrzałem na coś, co kochałem bardziej niż Jennifer (moje autko), muzykę czy książki, a był to mój fortepian. Delikatnie go pogłaskałem.
 - Przepraszam, że przeszkadzam w tak romantycznej chwili, ale muszę z tobą pogadać chłopie - zaśmiał się Em.
 - Tak, Emmett. Z chęcią z tobą pogadam, nie musisz nalegać. Naprawdę, nie byłem niczym zajęty - żuciłem sarkastycznie.
Żułem? Ale jak można sarkastycznie coś żuć?

 - To świetnie! - wykrzyknął uradowany Czy on naprawdę jest tak głupi?
 - Widziałeś tą całą Rose? Niezła z niej panienka.
 - Skąd to wiesz, znacie się dopiero jeden dzień.
 - I co z tego? Tyłek ma zajebisty, więc sama jest zajebista!
***
Dwie godziny póżniej
Od pewnego czasu trwa nasza impreza. Właśnie przebijałem się przez tłumy pijanych nastolatków gdy ujrzałem dwójkę szarpiącą się w kącie. Początkowo nie przejąłem się tym, ale po dłuższej obserwacji dziewczyna okazała się być Bellą, a chłopak zlanym w trupa Mikiem Newtonem.
Czemu apostrofy są w tym opku tylko w błędnych miejscach, a tam, gdzie by się naprawdę przydały, to już ich niet? Jakaś choroba szalonych znaków przestankowych?

 Podszedłem bliżej i udało mi się usłyszeć strzępek krzyku Belli, który został zamaskowany przez głośną muzykę.
Muzyka bardzo dokładnie pokryła krzyk maskującym materiałem, obłożyła gałązkami i dla pewności jeszcze kilkoma kamieniami.

 - Zostaw mnie ty obleśny dupku!
To raczej nie strzępek, a cały krzyk.

Podbiegłem i udało mi się dostrzec że bluzka Belli jest podarta, jej ramiona są miejscami zaczerwienione a w oczach ma łzy. Co za jebany dupek! Żeby uderzyć kobietę! W przypływie złości rzuciłem chłopakiem o ścianę. Zdjąłem swoją kurtkę i podałem ją Belli która lekko się zarumieniła.
 - Dziękuję - wyszeptała.
 - Nie ma za co - spojrzałem na nią. - Choć do mojego pokoju. Mam tam kilka ciuchów Alice. Wątpię czy się obrazi gdy je pożyczysz – powiedziałem.
Po sytuacji z Mike’iem tylko ostatnie cielę skorzystałoby z takiej propozycji, wysuniętej przez niemal nieznajomego chłopaka.

Bella przytaknęła i podązyła za mną do mojego azylu.
No, ale Bella to JEST ostatnie cielę, wiadomo.

wtorek, 6 września 2011

2. Poranne ciemności wśród stert lukru

Witajcie!
Dziś kolejna część przygód panny Emily Deskorolce. Natraficie w niej między innymi na telefon - świstoklik, niezmierne ilości wykrzykników i tę zUą Barbie, która nie lubi deskorolki. Uważajcie tylko, by nie utonąć w pokładach lukru!

Rozdział 5

Zastałam Justina w swoim pokoju na łóżku spał....tak słodko spał  że nie miałam sumienia go obudzić.Wpatrywałam się jak śpi,położyłam się obok niego i w jego ramionach usnęłam...
A co mama Justina powie na to, że nie wrócił do domu na noc? Dobra, to było pytanie retoryczne – wiadomo, że nawet tego nie zauważy.

Rano obudził mnie Jeydon ,Justina już nie było....
-Em jest 07:00 wstawaj bo do szkoły zaraz idziemy.... 
-A gdzie jest... nie dokończyłam. No dobra już się zbieram dodałam.
Ubrałam się w dżinsowe rurki biały t-shirt zieloną bluzę w kratkę na zamek i zielone trampki za kostki.Spięłam włosy w wysoki kucyk pomalowałam się lekko spakowałam i zeszłam zjeść śniadanie.Wyszliśmy razem z Jeydonem przez drogę rozmyślaliśmy jak to będziemy się żywić skoro nie ma rodziców
Skąd bohaterka wie, o czym myślał jej brat? I co za problem z „żywieniem się”, przecież rodzice dają im pieniądze.

 brat podał mi do ręki 20 dolarów i powiedział że mam w zamrażarce obiad i mam po szkole coś sobie kupić do jedzenia dodał że po szkole musi wyjść i wróci dopiero wieczorem.
Dobrze, że nie 20 złotych. I nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co takiego bohaterka ma sobie kupić, że potrzebne jest na to aż 20 dolarów.

Chodziliśmy do jednej szkoły tylko uczyliśmy się na innych piętrach.
Przed bramą do szkoły pocałowałam brata w policzek mocno przytuliłam i podziękowałam raz jeszcze za to co dla mnie zrobił
Pytanie do Czytelników: czy któreś z Was zna kogokolwiek, kto w ten sposób CODZIENNIE żegna się z bratem?

Do Jeydona podszedł jakiś chłopak i słuchałam jak  rozmawiali.
-Fajna laska stary ! Ja oczywiście się uśmiechnęłam.
pocałowałam brata jeszcze raz w policzek powiedziałam "Do zobaczenia KOCHANIE" Odeszłam śmiejąc się 
- Idioto to moja siostra ! Zdążyłam usłyszeć hihi.
To jego koledzy nie znają jego siostry? Nie no, rozumiem, gdyby się tam dopiero co przeprowadzili, ale, o ile wiem, oni tam mieszkają od urodzenia i od kilku lat chodzą do tej szkoły.

-Nie zła jest łobuzersko popatrzał na mą postać oddalającą się.
To zdanie jest tak piękne samo w sobie, że nie mam siły go komentować.

[BoChaterka wchodzi do sali gimnastycznej i zaczyna wychwalać pod niebiosa brata]
-Okey wiecie co zrobił dla mnie Jeydon ?! Zgodził za opiekować się mną przez 2 dwa lata prawie ! Bo mój tata dostał awans w Hiszpanii i gdyby nie on musiałabym się tam przeprowadzić ! Kochany jest !
-Nooo rzeczywiście ! Mój brat nie poświęcił by tyle czasu dla mnie ...Powiedziała Abby.
Ta, bo Emily jest taka mała, bezradna i delikatna, że trzeba na nią chuchać, dmuchać i prowadzić za rączkę. Jak znam życie i blogaski, to ta opieka polegać będzie tylko i wyłącznie na dawaniu pieniędzy i podrzucaniu samochodem na basen tudzież do kina.

Nagle zobaczyłam Justina przebijał się przez grono plastików które wołały do niego :"Ej śliczny podejdź do nas " 
Skoro musiał się aż przez te plastiki „przebijać”, to raczej nie mógł już bliżej do nich podejść.

Wkurzyło mnie to trochę ale Justin nie zwrócił uwagi na to jak tylko mnie zobaczył rzucił się na mnie.
I poderżnął gardło. Nie, to by było za piękne…

-Cześć Kochanie! Powiedział tuląc mnie do siebie.
-Hej gdzie mi rano uciekłeś ?co ?
-Musiałem iść się  odświeżyć i w ogóle...
-Aha spoko. Pocałowałam jego czerwono krwiste usta
Czerwono krwiste, mówisz?… *wyobraża sobie zakrwawione usta Justina*

 i popędziliśmy do znajomych którzy wsłuchiwali się w naszą rozmowę.
-"Gdzie mi rano uciekłeś" ?!? Zacytował oburzony Christian.
-hehe długa historia ....
Zaczęła się ceremonia wręczania świadectw. Ja oczywiście dostałam świadectwo z wyróżnieniem jako kujonica klasowa.
To wyróżnienia są tylko dla kujonów, tak? *robi pokazowego focha z przytupem i melodyjką*

Po rozdaniu czekaliśmy przed szkołą na Jeydona miał dziś na cały dzień wyjść a ja chciałam mu po prostu zabrać plecak do domu.Gy wyszedł od razu go zauważyłam szedł z tym swoim kolegą co rano prawił mi komplementy.
-Jey ! Krzyknęłam
-Hej młoda co jest przytulił mnie brat...
Nie wierzę, żeby jakakolwiek nastolatka tak ciągle przytulała brata. To jest po prostu niemożliwa niemożliwość.

-No jak chcesz to daj mi plecak idę do domu to ci go wezmę bo mówiłeś że nie będzie cię dziś do wieczora...
-No jak możesz to fajnie by było gdybyś go wzięła. Dzięki.i pocałował mnie w policzek.
-Wiesz co sorki za rano rzadko spotyka się tak dobrze dogadujące się i czułe rodzeństwa.Dodał kolega Jeydona.
-Spoko,my jesteśmy idealni! Puściłam oczko do chłopaka i oddalałam się ze znajomymi w stronę mojej ulicy.
-Kocham cię bądź grzeczna młoda ! Słyszałam w oddali 
-Ja ciebie też Okey nie narozrabiam aż tak ! papa <3
Słit. Aż się niedobrze robi od tego lukru.

Po czym zniknęliśmy za szarym budynkiem centra handlowego do którego wchodziliśmy.
Centrum, psia mać, centrum!

Kupiłam sobie nowe czarne trampki ,Justin nową zieloną bluzę 
a Abby strój kąpielowy,Christian poleciał do sklepu obok i kupił nowe wielkie fioletowe słuchawki.
No wiesz co, AŁtorko! Jak tak można! Jak mogłaś nie napisać, jakiego koloru był kostium Abby!

Później poszliśmy coś zjeść.
Jak wróciłam do domu na sekretarce była wiadomość od mamy brzmiała mniej więcej tak : 
                               " Hej dzieciaczki i jak pierwszy dzień? 
                                    Jak świadectwa? Mam nadzieję że super 
                                   Jutro wpłacę wam na konto pieniądze  
                                      Całuje MAMA "
Przepraszam, a jakie ta wiadomość ma znaczenie dla akcji?

Poszłam do swojego pokoju i zaczęłam się uczyć
A po jaką cholerę, że spytam? „Uczenie się”, bez określenia, czego konkretnie, sugeruje, że uczy się wiadomości potrzebnych do szkoły. A po co niby miałaby się uczyć do szkoły w wakacje? Dobra, wiem, że jest niby „kujonicą klasową”, ale gdyby w rzeczywistości była aż takim kujonem, żeby uczyć się w pierwszy dzień wakacji, uczyłaby się też tuż przed końcem roku szkolnego – a nigdzie wcześniej nie było ani wzmianki o nauce. Więc ponawiam pytanie – po co ona się uczy?

[Justin dzwoni do Emily i pyta, czy może przyjść. Oczywiście Bohaterka się zgadza.]

-Em napisałem dla ciebie o tobie  piosenkę....
Oczy mi wyszły ! jeszcze nikt w życiu nie napisał dla mnie piosenki 
I to o tobie! Choć dla piosenki dedykowanej Marysi Zuzi jedyny możliwy temat to ona sama.

-Nazywa się "Favorite Girl" 
Ten tytuł kojarzy mi się z ulubionym zwierzątkiem, nie wielką miłością.

Rozdział 6

-Nazywa się "Favorite Girl" Powiedział Justin i zaczął grać.
Ta piosenka była piękna.Pojedyncza łza szczęścia słynęła mi po rozpalonym policzku.
Samotna łza – jest!

Gdy tylko skończył przytuliłam się do niego.
-Justin ja... ja nie wiem co powiedzieć to było piękne dziękuje ci.
On uśmiechnął się tylko odłożył gitarę i mocno mnie przytulił.Do Justina zadzwoniła mama.
-Justin przyjdź do Christiana bo czeka na ciebie....
-Mamo jestem zajęty teraz....
-No dobrze... Ale pamiętasz że dziś masz przyjść o 20 do Delfina na próbę mojego ślubu.
-Ah tak no rzeczywiście to dziś.Tak będę.I wyłączył telefon.
-Zabierają mi ciebie dziś ?
Tak, no bo przecież Justin nie ma prawa mieć własnego życia, rodziny, przyjaciół, tylko ma obowiązek siedzieć non stop z Mary Sue.

-No,wiesz muszę tam być...
-Jasne rozumiem : ) 
-Ej Emi ale wiesz że na ślub idziesz ze mną ?!
-Co takiego !?... Mam to potraktować jako zaproszenie? ; D
Nie, jako stwierdzenie faktu. :P

-Tak :) Pójdziesz tam ze mną?
-Skoro tak ładnie prosisz...A kiedy to jest w ogóle ?
-Za dwa tygodnie....
-No dobra : ) 
-Dzięki ... Kocham Cię! Ale teraz muszę iść.
-Ja ciebie też Okey....
-Nie naucz mi się za dużo bo będziesz potem bredzić.
Eee… Że co? Czemu ona niby ma bredzić od nauki?

Powiedział Justin i uśmiechnął się.Rzuciłam się w jego ramiona i zaczęliśmy się całować.
Gdy wyszedł mijał się z moim bratem który wchodził właśnie do domu.
I znów przeskok – całowali się i nagle siup! Justin już wyszedł.

-O Hej Jeydon =D
-Hejka. Co tam ? 
-A nic właśnie idę do domu....
-A okey spoko przyjdziesz wieczorem ?
-Nie stary dziś nie mogę moja mama ma próbę ślubu i wiesz muszę być.
-Aaa no wiem wiem okey spoko to kiedy indziej.
-Spoko to pa.
-Okey Na razie ! Jeydon zamknął drzwi i ruszył w kierunku mojego pokoju.
Emily zapewne podsłuchiwała? Bo skąd inaczej miałaby znać przebieg cudzej rozmowy?

-Cześć młoda co robiłaś cały dzień?
-Hej nic właściwie uczyłam się potem przyszedł Justin.
-Uczyłaś się w wakacje?!
-No jakoś tak wyszło.
A, więc to celowe… Już myślałam, że Ałtorka zapomniała, że są już wakacje.

-Ej wszystko  okey Emily Whale ty płakałaś ! masz oczy zaszklone! widzę to !
Wielki Brat widzi.

[Pomijamy rozmowę Emily z bratem, z której nie wynika absolutnie nic.]

Wieczorem tak około 21 zadzwonił telefon Jeydon odebrał.
-Słucham?
-Część synu jest twoja siostra w domu ? Był to tata .
-Tak jest już ją daję.Powiedział brat i podał mi słuchawkę.
-Cześć tato coś się stało ?
-Witaj chciałem pogratulować ci świadectwa ! Dzwoniła twoja nauczycielka i bardzo cię chwaliła.
Jakby tak nauczyciele dzwonili do rodziców każdego ucznia po końcu roku szkolnego, w dodatku mieszkających za granicą…

-Ooo dzięki tato ale nie wydaje mi się że dzwonisz o tej porze tylko żeby mi pogratulować stopni na koniec roku prawda ?
-Eh... no tak więc słyszałem że masz chłopaka ..i wiesz boję się że...
-Tato !? jak możesz !? Nie bój się o takie rzeczy mam dopiero 16 lat !
-Wiem kochanie ale wiesz....! Słuchaj jeszcze coś zadbaj o brata proszę cie co prawda on jest starszy i miał się tobą opiekować ale proszę cię niech nie szlaja się po nocach....
A jak niby Emily ma powstrzymać brata od szlajania się po nocach?

-Spoko tato nie martw się o nas radzimy sobie właśnie zjedliśmy Spagetti które sama zrobiłam.Nie chodzimy głodni nie martw się.
Co ma szlajanie się po nocach do chodzenia głodnym?

[Kolejna nic nie wnosząca do akcji rozmowa, w której Emily relacjonuje bratu przebieg rozmowy z ojcem. Wycinamy!]

Rano obudził mnie telefon to znaczy esemes w telefonie był to Justin.
Justin zmienił się w SMS?

"Hej królewno wyspałaś się ?Czekam na ciebie z śniadaniem u mnie" 
Gdy to przeczytałam spojrzałam na zegarek była 08:30
Ubrałam się w krótkie dżinsowe spodnie fioletowy t-shirt czarne baleriny i uczesałam włosy w wysoki kucyk =D 
Zajrzałam do pokoju brata,spał. 
Napisałam tylko kartkę że wrócę przed 12 i wyszłam.
Zadzwoniłam do drzwi Justina.Na przywitanie pocałował mnie i przytulił. W kuchni siedział Christian wyglądał śmiesznie włosy miał poczochrane i nie ułożone siedział przy stole w niebiesko-ciemnym szlafroku
Ciemny to nie kolor, słonko.

 i zajadał gofry z owocami i bitą śmietaną.
-Oooo hej Christian!.Zawołałam.
Przyjaciel speszył się założył kaptur od szlafroka na głowę i zaczął się drzeć po Justinie.
Jak się drze po kimś?

-Jak mogłeś mi to zrobić!? Wiesz przecież że rano wyglądam jak monstrum ! Zrobiłeś to specjalnie ?!
-Hahahaha tak zrobiłem to specjalnie !Roześmiał się Justin i nagle spoważniał.-Ale zaprosiłem tu Emi też na śniadanie.Dodał.
Christian się zarumienił i wyszedł z wielkiej białej kuchni.
-No Emi zrobiłem dla ciebie gofry ^ ^ Dumny z siebie powiedział Justin.
-Oooo Dziękuje ci kochany jesteś =D 
Po śniadaniu poszliśmy do pokoju Justina.
Był ogromny,fioletowy stało w nim łóżko wielka lustrzana szafa biurko i duży regał z książkami.
Ogromny pokój i tylko cztery meble?

-No to na co masz dziś ochotę? Zapytał mnie.
-No wiesz,po takim śniadaniu to ja mam ochotę rzucić się na łóżko i leniuchować przez cały dzień.Powiedziałam i usiadłam na łóżku.
Podszedł do mnie Justin i zaczął mnie całować. Leżeliśmy na łóżku i planowaliśmy sobie naszą przyszłość.
-Tak i będziemy mieli wielki dom z ogrodem psa i dzieci!Oświadczył Justin.
-Haha aż tak daleko nie wychodź!Powiedziałam.
-Hm to w takim razie całe lato będziemy chodzić na basen z Abby i Christianem,a w zimę we czwórkę pojedziemy do Atlanty na narty.
-Hahah yhy ! Ale ja nie umiem jeździć na nartach ! 
Większym chyba problemem będzie coś innego. Ciocia Wikipedii mówi: „Atlanta znajduje się w strefie klimatów wilgotnych, lato jest upalne i wilgotne, zima łagodna.(…) Styczeń jest najchłodniejszym miesiącem, najwyższa średnia temperatura wynosi +10°C, najniższa -2°C.(…) Średni roczny opad (…) śniegu wynosi 50 mm.” Tak że na śnieg odpowiedni do jazdy na nartach raczej nie ma co liczyć.  

-To cię nauczę !hahah 
Później poszłam do sklepu i kupiłam coś na obiad.Zdecydowałam sie na kurczaka i ziemniaki.
Kolejna wiadomość niezbędna dla dalszego rozwoju akcji. Zapamiętajcie ją sobie!
Tak, żartowałam.

Rozdział 7

Gdy przyszłam do domu nikogo nie było.Zdziwiłam się trochę bo w końcu była 11:30 zazwyczaj Jey jeszcze spał ale tym razem go nie było w łóżku 
wyszłam więc na taras a potem do ogrodu tam też go nie było.
Pomyślałam że po prostu wyszedł sobie z kolegami na basen czy na dwór.
Poszłam szykować obiad.
Gdy już go zrobiłam była 13 zjadłam swoją porcję i postanowiłam zrobić porządek w szafie.Zadzwoniłam do Abby.
-Hej wpadniesz do mnie ?Zapytałam przyjaciółkę.
-No okey ale tak za 30 minut bo muszę dokończyć sprzątać w pokoju.
-No okey ja też skończę sprzątać szafę i przygotuje nam coś dobrego do picia.
-Okey to pa do zobaczenia.
-Pa <3 I odłożyłam słuchawkę
Jak się wymawia <3?

Posprzątałam szafę,chwilę potem przyszła Abby.
Grałyśmy w Guitar Hero gra tak nas wciągnęła że nie zauważyłyśmy że jest już dobrze po 17 Zamówiliśmy pizze i zadzwoniliśmy po chłopaków.
Abby jak tylko zobaczyła Christiana  rzuciła się na niego i zaczęli się całować,natomiast Justin podszedł do mnie i pocałował mnie tylko w policzek.
-Hej Powiedział i uśmiechnął się tak jak lubiłam najbardziej.
-Cześć.Odwzajemniłam pocałunek tyle że w usta.
-Co robiliście cały dzień z Chrisem ?
-Siedzieliśmy w domu i gapiliśmy się w tv standard : ) A wy ?
TV Standard – fajna nazwa dla kanału telewizyjnego.

-No ja posprzątałam w szafie i potem przyszła Abby i grałyśmy w Guitar Hero no a później wsunęłyśmy dużą pizze i przyszliście wy <3
-Aha to tak męsko się bawiłyście co ?
-Męsko? Przepraszam cię bardzo ale czy dziewczyny nie mogą grać w Guitar Hero i jeść Pizzy ?!?! Uwierz z Abby nie wygrasz w tą grę już dwa razy w tym miesiącu musiałam dokupywać gitarę do tego bo tak grała Dragon Force'a że się zapaliła 2 razy ! !! 
-Hahaha no to nieźle pasują do siebie z Chrisem =D
-Tak i to bardzo ,wiesz rozmawiałam z nim nie dawno i mówił że chce poczekać i że jeszcze nie jest gotowy ale jak widać nie mógł się powstrzymać.
-No chyba :)
Potem oglądałyśmy filmy
Zgadzam się, że Bieber ma głos jak dziewczyna, ale żeby od razu mówić o nim w rodzaju żeńskim?

 chłopcy musieli iść do domu ale Abby została u mnie na noc. 
-Abby... Martwię się o niego.... Powiedziałam przyjaciółce ze spuszczoną miną. 
-Ale o kogo ? Zapytała mnie dziwnie Abby.
-O Jeydona nic mi nie powiedział gdzie idzie i na ile czasu ...
-Emi on ma 19 lat jest dorosły wie co robi ! Nie pilnuj go bo będziesz gorsza od swojej mamy ! 
-Może i tak al na wszelki wypadek zadzwonię do niego. Próbowałam 3 razy ale wciąż nie odbierał,za czwartym razem się udało.
-Dzięki bogu się do ciebie dodzwoniłam! Gdzie ty jesteś ?!
Na przykład dzięki Zeusowi lub Odynowi. Choć bardziej prawdopodobny jest Merkury. Z całą pewnością nie był to jednak chrześcijański Bóg.

-Nie martw się będę późno...
-Jeydonie Whale natychmiast masz mi powiedzieć gdzie jesteś ! 
-Ehh u kolegi z Page .... MAMO ! 
-Oh przestań się zachowywać jak dziecko  nie jestem twoją matką....
-Ale ją przypominasz ! Drzesz się po mnie za kogo ty się uważasz?!
-Za twoją siostrę która się o ciebie martwi !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jeśli ilość decybeli krzyku jest wprost proporcjonalna do ilości wykrzykników użytych do zapisania rzeczonego krzyku, wróżę Jeydonowi rychłą głuchotę.

[Wreszcie przed czwartą w nocy wraca brat marnotrawny.]

Ja i Abby poszłyśmy spać.Rano obudził mnie brat mówiąc że mam się pośpieszyć bo chłopcy czekają na dole...
Abby spojrzała w lustro i od razu pobladła !
-JEZU! Wyglądam ja upiór ! 
-Nie jest aż tak źle : ) Odpowiedziałam.
Ubrałam na siebie
Ja tam nigdy nie ubieram ubrań – zakładam je na siebie. No, ale ja jestem dziwna.

 niebieskie dwu częściowe bikini na to białą koszulkę z krótkim rękawkiem granatowe spodenki i trampki a Abby założyła zielone bikini białą koszulkę i żółte spodenki oraz japonki.
-Cześć kochanie! Krzyknął Justin na mój widok.
-Cześć skarbie a wy co tak wcześnie dziś co ?
-Idziemy na basen myślałem że się przyłączycie :) Oświadczył Justin.
-Hmm no okey.
Abby nie pytałam nawet czy ma ochotę iść na basen bo za bardzo była zajęta "witaniem" Chrisa.
Co to było, jeśli nie witanie? Przeganianie? Wyrzucanie z domu? Zdradź mi, AŁtoreczko, bo ten cudzysłów mnie fascynuje.

Na basenie jak zawszę rozłożyliśmy się w naszym ulubionym zawsze wolnym miejscu. Była dopiero 11:30 a i tak było już sporo ludzi. 
Chris i Abby poszli  się powygłupiać do wody a ja zostałam z Justinem na słońcu... Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę ale nagle jakoś wokół mnie zrobiło się ciemno oderwałam się od chłopaka żeby zobaczyć co się dzieje.
Jak to, co się dzieje? Nadciąga ta zUa plastikowa Barbie z tipsami, która nie lubi jeździć na desce i nie znosi koloru fioletowego. >.<

Gdy Justin tylko otworzył oczy oczy mu wyszły i od razu zrobił się biały.
- An...Andy ?! Co ty tu robisz.Zapytał do dziewczyny
Zapytał DO dziewczyny? W sensie że co, wysłał do niej pytanie pocztą?

która stała i gapiła się wrogo na mnie.Tak to ona spowodowała swoim cieniem ciemność wokół mnie.
HA! Wiedziałam!

-Justin Kotku kto to jest? Zapytałam klejąc się do Justina.
-To ...to ona to... to moja była dziew...dziewczyna. Powiedział mocno spięty i zdenerwowany.
To jakaś psychopatka, czy seryjna morderczyni, że się jej tak boi? W końcu jest jego byłą – ergo rozeszli się – ergo ona nie ma prawa robić mu awantur o to, że ma nową dziewczynę.

Wyglądała jak totalna laka barbie ! ! ! Blond włosy solarka tapeta na twarzy szpilki duże cyce wystające ze stroju który wyglądał jag by był na nią za mały.
*szatański chichot* Widać analizowanie blogasków wzmaga umiejętność przewidywania przyszłości.

-Ty chodziłeś z tym czymś?!?! Powiedziałam.
Nie ma to jak szacunek do drugiej osoby.

[Okazuje się, że Justin kiedyś chodził z „tym czymś”, ale było to bardzo dawno i nieprawda. Ostatecznie „to coś” idzie sobie, a czwórka bohaterów udaje się na pizzę i wraca do domu, co opisane jest stanowczo zbyt szczegółowo. Wycinamy.]

Rozdział 8

Rano spanikowana Abby zadzwoniła do mnie.
-Słucham? 
-Jezu Emi ! Nie uwierzysz !
-Matko boska co się stało że nawiedzasz mnie o 06:30 ?!
Nawiedzanie przez telefon… To musi być jakiś świstoklik, nie widzę innego wyjścia!

-Nie myśl o spaniu tylko słuchaj!
-No okey okey ....
-Christian zaprosił mnie na ślub swojego taty  ! ! 
-Aha i po to dzwonisz do mnie o tej porze ?!
-No....
-Jezuuu kobieto połóż się spać!.Odłożyłam słuchawkę.Położyłam się z powrotem do łóżka z nadzieją że jeszcze usnę...
Niestety nie... Pościeliłam łóżko i zeszłam na dół...
W salonie siedział a raczej spał Jeydon.
A to siedząc nie można spać?

Zrobiłam mu śniadanie i obudziłam go. O 09:00 poszłam z psem do parku ....
Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Justina siedzącego na ławce wyglądał jag by na kogoś czekał już miałam pobiec do niego gdy zauważyłam ze podchodzi do niego Andy....Tak ta laska z basenu.Zauważyła mnie ale ciągnęła dalej swoją rozmowę z Justinem. 
Jaką znów rozmowę?! Przecież dopiero co do niego podeszła!

Gdy odeszła pobiegłam do chłopaka.
-Heej Justin co ty tu robisz o tej porze?
-Cześć skarbie.Pocałował mnie na przywitanie.-Andy chciała się ze mną pilnie spotkać i dała mi to.Dodał Justin i wskazał na wielką brązową kopertę spoczywającą na ławce.
-Aha?... Dziwne...
-Taaa strasznie,okey otworze ją i zobaczę co jest w środku.
W środku były jakieś papiery i zdjęcia.
Wyciągnęłam parę zdjęć i przyglądałam się im.
Był na nich Justin i Ona... Razem szczęśliwi,uśmiechał się tak jak lubiłam..
Ze smutniałam ...
Justin zobaczył że przeglądam zdjęcia wyciągnął mi je z rąk i potargał.
-Ej Emi nie przejmuj się tymi zdjęciami ona chce mi zrobić na złość...
-Justin ... A jeśli ona ma w tym jakiś swój cel ?!
A zrobienie Justinowi na złość to nie cel?

-Uwierz lubi i umie manipulować ludźmi mną manipulowała przez pół roku.
Wiedz że ona chce po zrostu żebyś się załamała i mnie zostawiła znam ją dobrze proszę nie pozwól jej się złamać ona na to liczy....
Na to, że Emily nie pozwoli jej się złamać?

Chce żebyś ode mnie odeszła żeby ona mogła być ze mną po raz drugi...
-To jej na to nie pozwól... Wyszeptałam i odeszłam nie słuchając już co do mnie mówi.
Poszłam do domu siedziałam przybita na łóżku aż zadzwoniła Abby.
-Hej Christian mi powiedział o tym co się stało w parku Przykro mi : ( 
Wróble w całym mieście też już pewnie o tym ćwierkają.

-Daj spokój...
-Proszę nie przejmuj się tym plastikiem...Zawsze byłaś taka twarda tak nie zależna co się z tobą stało ?! Dziewczyno !?!?
-Abby ! Zrozum kiedy masz przy sobie ukochaną osobę i wiesz że ktoś ci ją zabiera to co skaczesz z radości i jesteś nie zależna?! Abby proszę cię nie chce się jeszcze z tobą pokłócić....
Słyszeliście ten łomot? To był odgłos towarzyszący spotkaniu mojej głowy ze stołem.
Podsumujmy. Była dziewczyna jej chłopaka chce go odzyskać. Chłopak nie ma zamiaru do niej wracać, woli obecną dziewczynę, stara się nie przejmować spotkaniem z byłą i zapewnia Emily, że od niej nie odejdzie. Jak na to reaguje Emily? Strzela focha jak stąd do Chin, idzie do domu, nawet się nie żegnając z chłopakiem, przeżywa wszystko, jakby Justin co najmniej ją rzucił. Kto tu jest dziwny – ja czy Emily?
I jak ja nie cierpię takiego traktowania chłopaków jak bezmyślnych idiotów, gotowych polecieć na złamanie karku za każdą dziewczyną, która się nim zainteresuje.

-Nie martw się! Zaraz pójdę do tego plastika i zobaczy co to znaczy zadrzeć z Abby Ryan ! 
-Nie Abby nie rób nic to Justin ma nad tym pomyśleć....
-No okey skoro tak....Ale chyba nie dam rady wyciągnąć cię na lody co ?
-Nie... chce posiedzieć sama przemyśleć parę spraw na spokojnie...
-Okey ... To pa <3
-Cześć ... <3
Po jakiejś godzinie przyszedł do mnie Justin.
-Emi co jest? czemu sobie poszłaś rano z parku ? 
-Justin ona będzie nam zatruwać życie zobaczysz !
Justin zrobił smutną minę i zaczął śpiewać piosenkę którą dla mnie napisał wiedział że zawsze mi po niej lepiej...
Rzeczywiście przytuliłam się do niego i zasnęłam.

Rozdział 9

Nawet nie wiem po jakimś czasie się obudziłam,wiem tylko że ściemniało się już więc wywnioskowałam że będzie koło 16/17 .
Latem? Wczesnym latem? Ta, jasne. Koło 16/17 latem jest jeszcze bardzo jasno. W czerwcu słońce, o ile pamiętam, zachodzi dopiero około 20.

Byłam przykryta fioletową bluzą Justina.Odwróciłam się i zobaczyłam 
go siedzącego na fotelu pisząc jakiegoś ese-mesa.
-Oo wstałaś już i co lepiej ci troszkę.Nagle spojrzał w moją stronę i podszedł do mnie i przytulił.
-Tak o wiele lepiej dziękuję.Pocałowałam go lekko w policzek.
Uśmiechnął się słodko i zapytał czy pójdziemy na spacer,zgodziłam się
ale przed wyjściem doprowadziłam się do porządku.Uczesałam rozczochrane od poduszki włosy przebrałam spodnie na czarne rurki
Przebrała spodnie w czarne rurki? Wow, wyobraźcie to sobie – spodnie ubrane w czarne rurki. Nieźle to musiało wyglądać.

 nie brałam ze sobą bluzy bo wiedziałam że jak coś dostane jego jak będzie mi zimno.

/Oczami Abby/
Grr.

Szliśmy przez park wtuleni  siebie zachodziło słońce więc było pięknie.
Poszliśmy na plaże i tam obserwowaliśmy jak wielkie słońce zatapia się pod ogromną taflą wody i znika.Christian dał mi swoją bluzę,tak bosko nim pachniała,
A potem zaświeciło słońce i Christian zaczął dziwnie błyszczeć… A, przepraszam, nie ta bajka.

przytuliłam się do jego ramienia a on otulił mnie nim co spowodowało u mnie burze kręcących się motylków w moim brzuchu.
-Kocham Cię.Wyszeptał i zaczęliśmy się całować.
Było cudownie chwile potem już robiło się ciemno więc  postanowiliśmy iść powoli do domu,nie chciałam ale było już dość późno.
Odprowadził mnie do domy
Do jakiej znów domy?

 pocałował na dobranoc.
-Dobranoc kochanie.Wyszeptał jeszcze raz obdarzył mnie ogromnym słodkim całusem i ruszył z w stronę domu Justina gdzie miał spędzić noc.

/Emily/
Szliśmy z Justinem powoli do domu w parku
Od kiedy to w parku są domy? A, chodziło o domek do zabawy dla dzieci. Cóż, patrząc na niektóre zachowania Emily stwierdzam, że taka zabawa jest akurat w sam raz na jej poziomie.

 zrobiło się ciemno i zimno ale miała na sobie kurtkę Justina.Zaprosiłam go do siebie do domu na kolacje nie był w stanie mi odmówić tak samo jak ja był bardzo głodny.
Tak głodny, żeby zjeść kilka kolacji zamiast jednej?

Zrobiłam naleśniki i polewę czekoladową.
Siedzieliśmy na przeciwko siebie w jadalni,Justin popatrzał na mnie jag by chciał powiedzieć "dziękuje jest pyszne" i kolejny kawałek powędrował do jego ust.
-Dziękuję Emi była to najlepsza kolacja od bardzo długiego czasu ale muszę lecieć do domu.
Zabrzmiało to tak, jakby (tak, tak, droga AŁtorko, tak to się pisze) Justin mieszkał pod mostem i żywił się zdechłymi szczurami. :P

-Nie ma za co spoko spotkamy się jutro ?Zapytałam 
-No spoko.Powiedział odchodząc od stołu. 
Gdy był już pod drzwiami spojrzałam na niego i zaczęłam się głośno śmiać.
-O co ci chodzi ? Zapytał nie co zmieszany.
-Masz czekoladę w kąciku,poczekaj zajmę się tym. Pomału z kącika ust wycierałam mu czekoladę,on zarumienił się i spojrzał mi w oczy przybliżył się do mnie delikatnie i zaczęliśmy się całować.
-No to... Do zabeczenia.
Bee, zabeczał Justin.

Oderwałam się od niego i powiedziałam.
-Nie jeszcze chwilkę... Powiedział i wpił się w moje usta.
-Dobra dobra łobuzie! Zaczęłam się śmiać bo Justin zaczął mnie łaskotać
Jeszcze raz wsadził rękę w moje włosy i delikatnie pocałował moje usta.
-To do jutra.Uśmiechnął się tak słodko że prawie odpłynęłam i wyszedł.
Poszłam  do swojego pokoju i zaczęłam czytać książkę.
Ale nie umiałam przestać o nim myśleć.
Napisałam mu więc esa że już za nim tęsknie.
a on odpisał że on bardziej.
Uśmiechnęłam się,poszłam w stronę okna i powiedziałam sama do siebie waląc się po czole.
-Kobieto opanuj się nie widzisz go parę minut a już za nim tęsknisz 
MASZ OBSESJĘ ! Mówiłam sama do siebie.
-Ooo tak tu masz rację. Powiedział Jeydon wchodząc do mojego pokoju. 
-A.. a co ty tu robisz?!?! Zapytałam zmieszana brata.
-Stoję jak widać zamawiam pizze będziesz chciała ?
-Nie,nie dzięki jadłam już jak coś masz w kuchni naleśniki zrobiłam dla siebie i Justina i zostawiliśmy  ci trochę ; )
-Spoko dzięki .I wyszedł.
Ja położyłam się do łóżka i zasnęłam o 05:45 rano obudził mnie dźwięk czegoś ciężkiego uderzającego w moją szybę.Wstałam z łóżka i zobaczyłam na dworze Justina,Christiana i Abby z czymś w rodzaju torby i plecaka.Było jeszcze dość ciemno.
W opku jest mniej więcej koniec czerwca, czyli okres, kiedy noce są najkrótsze, a dni najdłuższe. O tej porze roku o piątej jest już całkiem jasno. Wniosek jest jeden – albo u Emily było zaćmienie słońca, albo Ałtorka, opisując powyższą sytuację w styczniu, zapomniała o jakże prozaicznym zjawisku, zwanym porami roku.

-Kochanie masz 15 minut żeby się przebrać i zejść na dół weź ze sobą zapalniczkę.Oświadczył Justin z miną strasznie podekscytowanego.
Strasznie podekscytowanego kogo?

Nie wiedząc o co chodzi jeszcze na pół śpiąca ubrałam czarne rurki fioletowy t-shirt fioletowe buty za kostki wzięłam zapalniczkę i wyszłam z domu.
Choćby nie wiem, jak się śpieszyła, Emily zawsze znajdzie czas, żeby ładnie ubrać swoje ulubione ubrania. Nie to co ja, która rzadko znajduję czas, żeby się umalować.

Szliśmy w ciszy tylko czasem Abby zachichotała lub Chris.
-LOL może ktoś nareszcie mi powie gdzie idziemy i co  o tej porze będziemy robić?! Powiedziałam lekko zirytowana.
Choć można było sądzić że idziemy na plaże,patrząc po drodze.
Tak moje myśli się sprawdziły szliśmy jak najbardziej na plaże.
Poszliśmy pod wielką Kamienną ścianę właściwie było to nasze ulubione miejsce.Justin podszedł do mnie i zawiązał mi oczy czymś co przypominało w ciemnościach czarny krawat.
Tia, w ciemnościach, o szóstej rano, latem! 

-Ludzie mogę się wreszcie dowiedzieć o co chodzi !!?? 
-Zaraz się dowiesz.Powiedział Justin całując mnie w policzek.
Czułam się jak idiotka.-Przyjaciele przyprowadzili mnie na plaże o 06 rano zawiązali coś na oczach i jeszcze stoję jak wryta już dobre 5 minut.Myślałam sobie kwasząc minę Justin wyją
Też bym skwasiła minę, gdyby mój chłopak zaczął ni stąd, ni zowąd wyć.

 z mojej kieszeni zapalniczkę.
-Jeszcze chwilkę.Powiedziała Abby.
Nareszcie Justin ściągnął z mich oczu "opaskę"
Szczęka opadła mi zupełnie!!! 
Przed moimi oczami ukazał się koc a na nim nie wielki talerzyk a na nim czekoladowy tort ala Christian ze świeczkami.
W pierwszej chwili zrozumiałam, że to Christian był tortem…

Wokół leżało chyba z 50 puszek red bulla .
Oni to wszystko mają zamiar wypić?

-Wszystkiego Najlepszego!!!!!! krzyczeli przyjaciele.
-Ale dlacz...Zacięłam się.Po chwili uświadomiłam sobie że jest dziś  Drugi Lipca czyli moje siedemnaste urodziny.
Urodziny Mary Sue to ważna data – trzeba ją zapisywać z wielkiej litery.

-Kochani dziękuję wam.Powiedziałam z wielkim bananem na twarzy.
Podeszłam do każdego z osobna i mocno przytuliłam.
-Jacie !pamiętaliście ! Kocham Was ! ! Dodałam.
-A my ciebie ! Powiedziała rzucając się na mnie.
Kto to powiedział? Stawiałabym na Abby, ale przecież już raz o Justunku było mówione w rodzaju żeńskim, więc wolę się upewnić.

Po zjedzeniu tortu który zrobił Christian patrzyliśmy na wschód słońca było cudownie później dostałam od wszystkich prezent był to Aparat cyfrowy i nie wielki album.
Ciekawe, skąd ja to znam? :>

-To dla ciebie od nas wszystkich.Powiedział Chris wręczając mi prezent.
Od razu go załączyłam
Co ona z tym załączaniem?

 i zaczęłam robić wspólne zdjęcia.
Chris robił zdjęcia mi i Justinowi i tak nam minęło sporo czasu.
Było jeszcze wcześnie więc jeszcze było dosyć zimno Justin dał mi swą wielką kurtkę i otulił mnie nią.Dzień zaczął mi się wspaniale były to moje najlepsze urodziny  w moim całym życiu !
Spacja przed wykrzyknikiem jest dla lamerów – chcesz być fajny, stawiaj przed nim enter!

Później poszliśmy do mnie do domu i oglądaliśmy filmy.
Na dół zeszedł Jeydon.
-Wszystkiego Najlepszego Młoda. Powiedział tuląc się do mnie i wręczając mi nie wielkie podłużne czerwone pudełko.Była w nim bransoletka na dodatek złota z różnymi przypinkami a raczej inicjałami.
-Dziękuję ci ! Śliczna jest przytuliłam się do brata ze łzami wzruszenia w oczach.
Tak bardzo ich kochałam ! Byli dla mnie tacy dobrzy ! Takich przyjaciół nie ma za wiele na świecie ale chwile potem pomyślałam sobie że jestem ogromną szczęściarą że ich mam! Później poszliśmy na pizze z Jeydonem 
i do wesołego miasteczka i cyrku było extra.
O 15 przyjechali moi rodzice.Przywieźli mi piękną sukienkę i parę drobiazgów spędziliśmy wszyscy razem miło dzień.
Wieczorem poszliśmy jeszcze do kina i pojechaliśmy odwieść moich rodziców (odwieść od czego? od wyjazdu?)  na lotnisko razem z Jeydonem,natomiast Abby,Christian i Justin czekali u mnie w domu i szykując się na imprezę na która mieliśmy iść do jakiegoś clubu.
O, jak kosmopolitycznie! Niestety, droga AŁtorko, muszę Cię rozczarować: tekst nie robi się lepszy przez zapisywanie wszystkiego, co się tylko da, w pisowni angielskiej. Wręcz przeciwnie.

Przyjechaliśmy i ja przebrałam się w nową sukienkę jakieś buty i poszliśmy do clubu Abby się trochę schlała bo zaczęła się śmiać z niczego hahaha siedziałam u Justina na kolanach,nie lubiłam takich miejsc więc poprosiłam przyjaciół żebyśmy wrócili do domu.
Nie lubiła takich miejsc jak kolana Justina? W sumie się nie dziwię.

Zgodziliśmy się i poszliśmy do mnie.Właściwie potem graliśmy w karty
Nie w butelkę? Eee...